World Sports Federation Foundation

Pierwszy raz na World Sports Federation Foundation
Rejestracja

Paweł Sojecki

udostępnił zdjęcie - około 1 rok temu

i

29.07.2017 Tour de Pomorze 711 km non-stop Start w maratonie był dla mnie priorytetem w tym sezonie, mocno podbudowany sukcesem z Pierścienia wiedziałem że mogę tu powalczyć o wszystko mogę nawiązać walkę z czołówką. Skoncentrowany staję na starcie uzbrojony we wszystko co niezbędne gps- y batony itp.

https://s26.postimg.cc/9ietahe4p/20429686_1650074741678915_41101592712517129_n.jpg

Tempo początkowo mordercze, startuję w grupie z faworytem więc są demonstracje siły z obu stron, nie pozostaję dłużny odpowiadam zmianami na tzw "zająca" równie mocnymi. Czuję jednak i widzę po wskazaniach że tempo jest za mocne i może być ciężko utrzymać później podobne. Po 200 km tracę szprychę szlag mnei trafia bo koło lekko bije i nie wiem co z tego bedzie
https://s26.postimg.cc/gbjrkhubt/image.jpg

300 km poniżej 9 godzin Dochodzę uciekającego z pierwszej grupy Arka, widzę że oklepuje się, skurcze też przesadził z tempem, ja stabilnie już i swoje, Mateusz z przodu odpuszczam staram się mieć z nim na tyle bliski kontakt by móc zaatakować i widzieć się na punktach. Co chwilę z Kosmą mam strzały bo wyskakuje do przodu więc zwalniam trochę aby utrzymać przepisową odległość a następnie ja przeskakuję do przodu. Zapada zmierzch jest ciemno przebieram się na przepaku bo zmarzłem na Pierścieniu i nie chcę powtórki. Kosma wpada na punkt nerwowo wcina i wyskakuje, goni Mateusza na maxa, po wszystkich moich zabiegach zmianie spodenek jestem gotów i ruszam z przepaku mocno, kilka razy w całkowitych ciemnościach gaśnie mi lampa - złączka na kablu nie wciśnięta odpowiednio, trochę nerwów bo w zupełnej ciemności raz wjeżdżam lekko na pobocze. Udaje mi się to opanować mam nza sobą ponad 450 km i czuję się na tyle mocno że rozpoczynam pierwszy mój atak dochodzę drugiego zawodnika i odskakuję mu zostaje mi już tylko prowadzący na jakieś 4 minuty mój znajomy z Pierscienia :-) Staram się wypracować większa przewagę i zbliżyć się do prowadzącego, zaczynają się małe podjazdy które mocniej pokonując słyszę trzask i poszły 2 szprychy w miejscu osłabienia po braku pierwszej. 520 km niecałe 200 do mety, szczere pole koniec maratonu, siadam na poboczu i po przejechaniu mojego niedawno wyprzedzonego rywala siedzę jakieś 20 minut zanim ktoś przemknął widzę tą przewagę wypracowaną i straconą przez defekt. Przyjeżdża po kilku godzinach po mnie Asia zasypiam w aucie i tak kończy się marzenie o Tourze wokół zachodniopomorskiego, jeszcze nie teraz, jeszcze za wcześnie .....poczekamy :-)

Paweł Sojecki

udostępnił zdjęcie - około 1 rok temu

i

1 lipca 2017
W końcu przygotowania do jazdy nocnej i długich dystansów pora sprawdzić w praktyce.
Pierścień Tysiąca Jezior miałem już jechać w zeszłym roku, jednak skończyło się tylko na planach. Całe zaplanowane przedsięwzięcie dobrze zrealizowane nocleg u Mirka w Reszlu i rano na start. Na starcie zamieszanie nie zabezpieczony wjazd między polami na start w efekcie później musiałem usunąć auto. Organizator ma do mnie pretensje że wjechałem a wjazdu nie zabezpieczył. Robi się nerwowo, montaż gps-ów szybko sprawdzam że nie mam kabla do ładowania, Asia szybko mi go przynosi z auta i staję gotów na starcie maratonu na 610 km

https://s26.postimg.cc/k8agjx2yx/19657492_1619744001378656_3085129164785600895_n.jpg

Punktualnie 8:15 ruszam trochę przełaju na początku i jadę, jadę swoje, jadę równo tak jak założyłem, doganiam startujących przede mną i zostaje mi tylko jeden zawodnik z przodu. Na 350 km mam problem mijam punkt i zostaję zawrócony przez organizatora, tracę dobre 20 minut. Mateusz mi odjeżdża w efekcie dochodzi mnie jeszcze goniący Karol. Sytuacja wyzwala we mnie złość połączoną z niesamowitym tempem jakie sobie nadaję.
https://s26.postimg.cc/75eu0ncqx/19959387_1631244610228595_5676394216808870219_n.jpg

Odrabiam stratę do Mateusz i wyprzedzam go na punkcie kontrolnym przed Reszlem. W Reszlu wszyscy się zjeżdzamy i każdy wie że różnice są za duże żeby móc coś na swoją stronę rozstrzygnąć. Przy wyjeździe mam problemy z nawigacją która usilnie mnie z powrotem chce prowadzić do punktu, dzwonię do Asi jak mam jechać ona decyduje się że jedzie i będzie mnie pilotować, jadę więc sam Jedziemy w przepisowych odstępach.
Ostatnie 50 km już jadę aby dojechać, wszystko rozstrzygnięte, moje 2 straty na 350 km i 510 kosztowały mnie zbyt wiele aby tu triumfować.
https://s26.postimg.cc/4uc6iqcll/19598977_1620780871274969_2464590388845115938_n.jpg

Jakieś 10 km do mety odjeżdżają mi a ja zatrzymuję się jeszcze na sikundę, mam to już w głowie że nic się nie zmieni a minuta czy 2 nie robi różnicy. Mijam metę i ciesze się z bardzo dobrego wyniku.



Paweł Sojecki

udostępnił zdjęcie - około 1 rok temu

i

XVII Ultramaraton im. Olka Czapnika w Świnoujściu 10.06.2017
pierwsze ultra w tym sezonie

https://s26.postimg.cc/845c8sr49/DSCF8094_2.jpg

Po Łasku wiedziałem że nie mam roweru jeszcze wyczutego, zawaliłem tam sporo rzeczy a najbardziej położyłem kadencję. Zmiana korby na 172,5 mm ze 170 mm niby nic a różnica kosmos, przejście z blatu 50 na 52 też spora różnica, wiec skupiłem się na kadencji jako priorytecie. Droga do Świnoujścia mnie męczy na ostatnich kilometrach zmieniam się z Asią i ucinam w aucie drzemkę, dojeżdżamy godzinna drzemka i płyniemy na wyspę. Odprawa techniczna o 20:00 start o 5:00 trzeba po odprawie przepłynąć wrąbać makaron i iść spać. Całe 4 godziny snu przerywane przez szczekanie psów i mocny deszcz rozbijają mnie totalnie. wstaję wpółprzytomny i odbijam się od ścian. Bez sensu, mogłem odpuścić odprawę i iść spać o 20:00. Trudno pakuję się i nawet nie mogę dojeść owsiany, tragedia myślę. Start o 2 minuty opóźniony przez montaż GPS i jedziemy. Mocne tempo próbuję rozkręcać ale się rwie powyżej 40 km/h nie ma sensu stwierdzamy że do 40 max i tego się trzyma. Nie dział mi pulsometr, fajnie :-) jadę na wyczucie jak za dawnych czasów.
Grunt że mam kadencję i nogę, Zachodniopomorskie + 15 % mojej wydolności.
https://s26.postimg.cc/9klwo20cp/DSC_0768.jpg

Na nawrocie mamy przewagę więc wiem że Heniek przyspieszy, dochodzimy kolejnych zawodników ale tempo zwalnia, jakieś panuje rozluźnienie. Robi się luka i odskakuję w towarzystwie 2 zawodników, 80 km do mety i odstawiamy grupę, w głowie mam tylko walkę open wiem już że kategorię mam wygraną ale to mnie jakoś średnio satysfakcjonuje. Mocno idziemy, na punkcie 50 km do mety gość z pomiaru mówi nam że jest 8 minut różnicy więc mam przewagę 1 minuty, może gdyby to była minuta w plecy bardziej by mnie niosło żeby odrobić tak chyba "pójście w trupa" muszę jeszcze poćwiczyć. Wpadam na ostatnią prostą i widzę że mój rywal idzie już z rowerem z mety, wiem że przegrałem bo na 100 % 9 minut stał przy zegarze :-)
pytanie na mecie o ile ?? 3,55 sek , czyli na ostatnich 50 km straciłem aż 5 minut :-( kolejny maraton może nie przegrany ale nie wygrany na ostatnich kilometrach... Kilka elementów musze poprawić przede wszystkim "pójście w trupa "
2 miejsce to niewątpliwy sukces, ale czy lepiej być 4 czy 2 ?? hmm niedosyt podobny. Teraz czas na Wolsztyn gdzie w zeszłym roku strasznie namieszał wiatr i różnie może być, oraz przygotówka do Pierścienia 1000 Jezior 1 lipca i pierwszym konkretnym ultra na 610 km

Paweł Sojecki

udostępnił zdjęcie - około 1 rok temu

i

8.07 Nietążkowo Start na dystansie 210 km. Ujechany po Pierścieniu 1000 J tydzień na regenerację po takim wysiłku to zdecydowanie za mało, zwłaszcza że szybko trzeba było wrócić do obowiązków, pracy itp.

https://s26.postimg.cc/hk31sdww9/19756599_308372969568320_1195902992256760705_n.jpg

Grupa startowa 8:15 i jedziemy, niestety z mojej nieuwagi, zawodnik przede mną wprowadza mnie na dziurę i zrywam szprychę zbieram bidony po drodze i próbuję gonić co z pomocą dogonionych zawodników mi się udaje po około 70 km. Cóż wpadam już w duecie tylko poszarpanej grupy na metę i uzyskuję 11 czas na tym dystansie. Nie czułem się zbyt mocny więc jest to dobry wynik. Wielka w tym zasługa osób które mi pomogły, podzieliły się piciem przed zjazdem na krótszy dystans fajnie. Taka atmosfera jest rewelacyjna, można rozwalić koło wypluć płuca w pogoni i być wzruszonym zachowaniem osób, które darzą cie sympatią.

Paweł Sojecki

udostępnił zdjęcie - około 1 rok temu

i

24 czerwca Wolsztyn
Maraton raczej mniej zaliczany do udanych. Pomimo nastawienia na dobry wynik i dobrze obranej strategii, która polegała na zachowawczym początku i ruszeniu w momencie dojścia grupy z liderem, bardzo mocnej.

https://s26.postimg.cc/7uofliyix/19429985_1612540085432381_9061826506943161627_n.jpg

Wszystko się do pewnego momentu udało, później około 40 km zaczęło się dziać coś niepokojącego, prędkość zaczęła maleć a grupa odjeżdżać. Złość i nerwy kolejna grupa dochodzi, podłączam się i zostaję, mocno zrezygnowany zatrzymuję się i odpoczywam nie wiem zupełnie co się dzieję, dzwonię po Asię, jednak zanim przyjeżdża podejmuję decyzję że ukończę dystans mega, czyli skracam ale jakoś dojadę do mety.
https://s26.postimg.cc/9azy3o1ft/19424021_1612540088765714_7188954939477662823_n.jpg

Schodząc z roweru i kierując się do bufetu odkrywam przyczynę.
Ulga wielka ulga że to złe ustawienie sprzętu a nie defekt organizmu, bo bałem się o dalsze treningi i starty
No cóż do zobaczenia w następnym starcie :-)

Paweł Sojecki

udostępnił zdjęcie - około 1 rok temu

i

VII Maraton Jastrzębi Łaskich Łask 4 czerwca 2017
Kolejny dobry start 4 miejsce open jak tydzień temu i wygrana kategoria wiekowa musi cieszyć. Był to pierwszy start na Principessie i to nie był mój atut. Do końca zastanawiałem się jakim sprzętem jechać starym czy nowym, zdecydowałem po treningu w piątek i przejechaniu zaledwie 30 km. Trudno decyzja była albo się zakocham albo poparzę, skończyło się na zauroczeniu ;-) Znowu problem z odczytem tętna nie mam wskazań musiałem restartować Garmina i w efekcie nie włączyłem startu, jechałem na pauzie 15 km zanim się zorientowałem, nie miałem dokładnych wskazań przejechanego dystansu ale Łask w miarę znam i wiem co gdzie i kiedy.

https://s26.postimg.cc/huf8iopqh/DSC_0347_2.jpg

NIe jestem w dobrej dyspozycji 4 godziny snu przed startem późno zjedzony posiłek, czuję to noga z Choszczna nie wystąpi tutaj, ale walczę mocno daję zmiany wykruszamy się i dochodzimy kolejnych w pewnym momencie jest nas ponad 10 ale tylko przez chwilę tempo jest mocne i selekcja trwa, mam momenty gdzie muszę spawać Arek daje mocne zmiany z szarpnięciem i schodzący ma niekomfortowo się wpisać, jeszcze boczny wiatr mocny, an drugim kółku porywisty daje w kość. Mam info jak jesteśmy w czasie grupa przed nami powiększa przewagę a my powiększamy nad grupą za nami, wiemy że nie dojdziemy uciekinierów i panuje lekkie rozluźnienie, boję się zęby nie skończyło się jak w Choszcznie że przegrywamy na ostatnich 10 km. Arek krzyczy stajemy na bufecie, ok byle nie długo dzida dalej wszyscy skoncentrowani do końca. Na ostatnim kółku krzyczy ktoś "pompkę macie pompkę?? " i stoi pod płotem z rowerem zawodniczka, odruchowo automatycznie sięgam do kieszonki i wyrzucam pompkę z przypadkowo złapanym bananem. Widzę że zauważyli ok, myślę mam zaufanie do włoskich gum :-) Do mety jeszcze sporo a ja taka nonszalancja :-) Ostatnie kilosy to już wypatruję mety chcę jak najszybciej dojechać, wiem że mam zawodnika mocnego z mojej grupy wiekowej i to może być walka o 1 miejsce.
https://s26.postimg.cc/6lwgh5mix/finiszujemy.jpg

Wiem ze ostatni finisz mi nie wyszedł więc jestem skupiony, startuje Jurek i zaraz zrywa się Arek ięc mocno wchodzę w zakręt na ostatnia prosta i to był bardzo dobrze ścięty zakręt, wykorzystałem cały promień maksymalnie nie wytracając prędkości i zaraz po wyjściu staję no i rozpoczynam. Wcześniej albo za wcześnie albo za późno tu idealni, myślę że nawet gdyby meta była 200 metrów dalej jeszcze bym pociągnął. Super wpadam pierwszy fota bezcenna mina Arka z tyłu zdradza jakie było tempo a u mnie jak na spacerku ale to tak oczywiście nie było

https://s26.postimg.cc/hzizscx1l/finisz_5.jpg

Jeszcze szukam formy ale idzie ku lepszemu, na lipiec chciałbym już latać nad asfaltem więc cierpliwości. Jak na razie skurcze trochę dokuczały i pomimo małych przewyższeń nie było mi łatwo. Ujechałem się bardziej niż w Choszcznie ale w Zachodniopomorskim mam co najmniej 15% lepsze osiągi więc cóż Świnoujście czeka :-)